Archive for styczeń, 2009

Przedstawienie sprzed lat, pamiętacie?

sobota, styczeń 31st, 2009

Buty Relaks z Żywieckiego Muzeum Humoru

Buty Relaks z Żywieckiego Muzeum Humoru

Wspominkowo jakoś ostatnio we wpisach na różnych blogach się zrobiło, a to początki internetu się wspomina, albo rocznicę (25.) emisji kultowej reklamy Apple. Rok 2009 zapowiada się obficie w różne okrągłe i ważne rocznice. Zaraz okrągła (32.) Aula :-), reklamy i postacie z KOCa próbuje odświeżyć link4. Sam delektuje się starymi odcinkami Sondy, od czasu do czasu „Za chwilę dalszy ciąg programu” sobie przypomnę. Zima, trochę śniegu i wspominki… nie będzie tym razem o reklamie i blogach ale o jednym (telewizyjnym) wspomnieniu, które ostatnio mnie prześladuje (z tego jak zrobiłem wywiad, to również kilkoro moich znajomych). Kogo nie zapytam (oczywiście jeśli się tylko kwalifikuje wiekowo) to pamięta tę bajkę – teatr lalek, bardzo charakterystyczny. Wspomniał również o tym na swoim blogu Piotr Polechoński (swoją drogą, szkoda, że Koszalin tak nielicznie blogami stoi). A znam też osobę, u której wspomnienie tej bajki wywołuje jakieś straszne koszmary… i co ciekawe, wszyscy dokładnie pamiętamy konkretne sceny i fragmenty przedstawienia. A czy piszę? O przedstawieniu „O pięknej Pulcheryi i szpetnej Bestyi” – teatrze lalek emitowanym w telewizji ponad 20 lat temu… podobno (ja nie pamiętam) w czasie ferii świątecznych.

Pamiętam, że była to nieźle zakręcona bajka i jakoś psychodelicznie zrealizowana… dziwne dźwięki, muzyka, pojedyncze uderzenia w klawisze fortepianiu… i charakterystyczne postaci Bestyi i Pulcheryi (to ten gatunek przerażających lalek, które dzisiaj możemy oglądać w filmach typu Piła) – w „Bestyi…” lalki były sterowane sznurkami (nie wiem jak się ten dział lalkarstwa nazywa).

Sam nie pamiętam czy się bałem, ale fakt, że tylu osobom tak mocno utknęło w pamięci jest zastanawiający (bo w tym, że wszyscy pamiętają Reksia czy Koziołka Matołka nie ma nic dziwnego), ale pojedyncze przedstawienie? W czasie „niedobranockowym”?

Chciałem przypomnieć sobie chociaż kadry z tego przedstawienia, albo jakiś fragment – niestety, tutaj internet i serwisy video okazały się zawodne… praktycznie zero informacji, parę osób wspomina.

Komu jeszcze przypomina się to przedstawienie, i pamięta odgłos Bestyi kroczącej po zamczysku z okrzykiem „Puuulcheryyyjooo!!!”? A może ktoś gdzieś ma zachowane albo udało się znaleźć fragmenty tego przedstawienia? Chętnie bym skonfrontował z dziecięcymi wspomnieniami :-)

Kilka bzdur i mitów o społecznościach w internecie (video)

sobota, styczeń 31st, 2009

Ostatnia Aula (opatrzona numerem kodowym 31) była chyba jedną z najciekawszych w ostatnim czasie. Szczególnie dla tych, którzy interesują się społecznościami w internecie.
Cały komentarz i podsumowanie Auli oraz prezentacje znajdują się na aulowym blogu oraz w podsumowaniu Artura Kurasińskiego.

Ja chciałem zwrócić uwagę na prezentację Janka Zająca (tego samego, który popełnił mocno dyskutowany na Antywebie doktorat o blogach - i tutaj jeszcze).

Janek wskazał kilka bzdur i kontrowersyjnych stwierdzeń które pojawiają się w dyskusjach o społecznościach. Szczególnie polecam ten fragment prezentacji poświęconej, blogom oraz „uściskom ręki” między dwoma osobami w serwisach. Blip w tym badaniu wypadł najlepiej – 4,6 to przeciętna liczba „uścisków ręki” między dowolnymi użytkownikami. To zresztą się potwierdza… bo ploty i publiczne lincze najszybciej chyba po blipie się rozchodzą (warto zauważyć, że społeczność Blipa nie jest aż tak duża jak np. Gadu Gadu). Te małe odległości mogą być też interesujące dla potencjalnych reklamodawców czy firm chcących „zaprzyjaźnić” się z blipem. Zresztą widać to już po nowych kontach… blipować zaczęło Interaktywnie, TVN Warszawa… Nie znającym Blipa polecam listę top99, czyli listę osób najpopularniejszych na tym serwisie (opracowywaną co tydzień przez Tomka Topę).

A to cała prezentacja Janka Zająca (16 minut):

Pozostałe prezentacje na aulowym blogu.

KOC atakuje po raz drugi

sobota, styczeń 31st, 2009

Ha, jednak duet Wasowski i Szczęśniak w „prawie jak KOC” reklamie dla Link4 to nie była jednorazowa akcja! Od dzisiaj rozpoczęła się emisja kolejnego spotu z Rychem i Panem Wacławem. Jest lepiej… no i nawiązują wprost do KOCa. W komentarzach do poprzedniego spotu niektórzy z Was narzekali, że dno… no ale jak nie ma KOCa w TV to na bezrybiu i rak ryba :-). Widzę progres, szczególnie dla fanów KOCa.

Nigdy nie wiedziałem co za muzyka leci w tle podczas kuchni pełnej niespodzianek… pamiętacie co to za utwór? W tym spocie leci coś podobnego.

A na marginesie, chciałem podziękować PR Managerce (chyba dobrze ldmieniam) Link4, pani Agacie Wiśniewskiej, za podesłanie spotu. W czasach kiedy spoty kampanii rozsyłane są najczęściej kilka dni po uruchomieniu kampanii i z tekstem copy/paste do wszystkich, otrzymanie spotu w dniu premiery z mailem odnoszącym się wprost do treści bloga (czyli ktoś go czyta!) na pewno zwraca uwagę. :-)

Dekalog reklamy

sobota, styczeń 31st, 2009

Zawsze przyjemnie jest ogrzać się w świetle dużych i znanych marek, tym większa jest pokusa, żeby wykorzystać je do promocji własnej firmy. Porównywanie się do znanych marek, czy wręcz reklama porównawcza to znane sposoby.

Kampania świeżej na polskim rynku agencji Bed & Breakfast na razie nie poszła jeszcze w świat… to tylko kreacja na stronie internetowej, ale już o „kontrowersyjnej kampanii” donoszą Presserwis oraz Gazeta.pl.

Niech nazwa „dekalog reklamy” was nie zmyli, nie jest to żaden manifest czy zbiór zasad skierowanych do środowiska reklamowego. To po prostu całkiem przyzwoicie dopasowane logotypy znanych marek do dziesięciu przykazań, plus własne jedenaste. Raczej w pozytywnym kontekście oraz skojarzeniami, które są na rękę występującym tam markom.

Volvo od wielu lat wydawał przecież kupę kasy na bezpieczeństwo i testy swoich samochodów… efektem tego jest logo Volvo przy „Nie zabijaj”. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną idealnie pasuje do marki Steva Jobsa. Gerda w „nie kradnij”, dla mnie bomba?

Oczywiście gdyby agencja ruszyła w taką kampanią w tradycyjnych mediach i dekalog w loga pojawił się na billboardach czy blokach reklamowych, szum i skandal zapewniony ) bo dekalog + reklama = zuooo.

Reklama agencji reklamowej skierowana jest do specyficznej grupy odbiorców i gdy pojawia się w mediach branżowych, może sobie pozwolić na więcej. Ale nie wiem czy w tym przypadku opłaca się liczyć na dobry humor i wyrozumiałość „dużych” marek. Bo co powinno zrobić PZU z „nie będziesz brał imienia pana, boga swego, nadaremnie” gdyby okazało się, że lepiej dla wizerunku firmy byłoby potępić taką akcję i wyciągnąć konsekwencje?

Rychlicki na swoim blogu wskazuje wprost paragraf pod jaki podpada wykorzystywanie nie swoich znaków towarowych.

Rozdział 5
Prawa ochronne na znaki towarowe
Art. 153.
1. Przez uzyskanie prawa ochronnego nabywa się prawo wyłącznego używania znaku towarowego w sposób zarobkowy lub zawodowy na całym obszarze Rzeczypospolitej Polskiej.

Art. 154.
Używanie znaku towarowego polega w szczególności na:
(…)
3) posługiwaniu się nim w celu reklamy.

Nie wiem jak sprawa się zakończy, w wypowiedzi Piotra Mateckiego (właściciela agencji) dla Gazeta.pl, wynika, że:

Nie spytaliśmy reklamodawców o zdanie, działając w dobrej wierze i licząc na ich wysoką kulturę

Zobaczymy czy start agencji Bed & Breakfast rozejdzie się po kościach. Na razie mogę pogratulować pomysłu (bo mi się podoba) i razem z właścicielami liczyć na wyrozumiałość właścicieli znaków towarowych :-)











Inne linki:
- tekst w gazeta.pl,
- komentarz na rychlicki.net,
- inny przypadek z wykorzystaniem cudzego logo, sprawa Stare Sare kontra Freshmail.

Zapraszamy na TUBĘ05*

sobota, styczeń 31st, 2009

Tradycyjnie już, jak zawsze “niecyklicznie”, niespodziewanie i z pełnego zaskoczenia, po raz piąty, razem z Artegence mamy przyjemność zaprosić Was na TUBĘ05*. Poza kolejnym numerkiem w nazwie nic w przypadku tego seminarium mediafunowo-edukacyjnego-marketingowo-reklamowego się nie zmieniło.

W dalszym ciągu, na luzie, bez nadęcia i krawatów, w dużej klimatyzowanej sali z wielkim ekranem, na którym każda prezentacja robi wrażenie i oczywiście z wstępem za free.

Poprzednie TUBY (TUBA03 oraz TUBA w Starym Browarze) poświęcone były reklamie, zarabianiu i wiarygodności na blogach. TUBA05* będzie z gwiazdką, o taką *. A gdzie najczęściej występuje gwiazdka? Oczywiście w reklamach banków i wszelkich instytucji finansowych. Na TUBIE05* porozmawiamy i spróbujemy odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

• czy instytucje finansowe są marketingowo odważne i kreatywne (w dobie panowanie wielkiego „K” idealnie aktualne), o tym opowie Michał Macierzyński (Bankier.pl, PR news);

• jak wyglądał w szczegółach plan wprowadzenia na rynek nowego banku, czyli Alior Bank w prezentacji Tomasza Adamczyka oraz Łukasza Penszko;

• czy Marek Kondrat i pomarańczowy lew to starzy dobrzy przyjaciele? Case study ING Bank - Roman Jędrkowiak (dyrektor pionu marketingu ING Bank)

• czy to fajnie mieć Johna Cleesa w reklamie swojego banku? – Jędrzej Marciniak (dyrektor zarządzania marką BZ WBK)

I na koniec (prawie na koniec) Artegence przygotowało jeszcze jedną niespodziankę… jakiś start czy premierę? Na razie mam zakaz mówienia…

Pracujemy jeszcze nad zakończeniem dla wytrwałych, czyli filmem (w końcu będziemy w kinie). Jeśli wypali, to po wykładach odbędzie się projekcja kultowego Wall Street z Michaelem Douglasem i Charlie Sheenem, jeśli nie uda się dograć tego organizacyjnie (a łatwo nie jest) to też coś wymyślimy.

Kiedy?
2 lutego 2009 od godz. 15:00 do ok. 20:00

Gdzie?
W Warszawie, w sali numer 12 Multikina na Ursynowie (Aleja KEN 60, metro Imielin)

Jak się dostać?
Jak zwykle przy okazji TUBY05 zapraszamy do rejestracji za pomocą Oioli - pozwoli nam to wraz z Artegence dobrze zaplanować całą imprezę. Rejestracja w Oioli jest istotna ponieważ umożliwia nam komunikację z Wami w przypadku różnych nieprzewidzianych zdarzeń. Będziemy wdzięczni również za rozważne deklaracje obecności (w poprzednich edycjach doskonale zdało to egzamin) - jeśli ktoś się zapisał a z różnych powodów nie jest w stanie dotrzeć na TUBĘ05, proszę o info - zwolni miejsce dla pozostałych chętnych.

Szczegóły i wszelkie pozostałe informacje będziemy wysyłać w potwierdzeniach za pomocą Oioli (po weekendzie). Czasem się zdarza, że maile od Oiola lądują w spamie - sprawdzajcie swoje skrzynki.

Jeśli masz problemy z tym formularzem przejdź do rejestracji na Oiola.

O TUBIE05 na goldenline.

A tak wyglądała poprzednia TUBA03 (foto: Janek Rychter)

O jak Obama czyli bajery od CNN

sobota, styczeń 31st, 2009

Nietrudno było przewidzieć jaka literka będzie dzisiaj sponsorem jedynek głównych dzienników w Polsce – O jak Obama, oczywiście. Chociaż nie wszystkie gazety zdecydowały się podkreślić wczorajszy dzień. Zdziwiłem się, że Puls Biznesu nie wrzucił na okładkę nawet słowa, Super Express zdążył wcisnąć małą ramkę z Obamą, ale królują „zniżki na leki z apteki” (co akurat wcale takim głupim pomysłem nie jest). Podobnie Fakt, również wcisnął zaledwie ramkę.

Większą część ceremonii oraz materiały z przygotowań oglądałem na CNN i jak zwykle CNN nie tylko nie zawiodło ale i pokazało kolejny gadżet. Niedawno media zachwycały się „holograficznymi” (cudzysłów zamierzony”) obrazami w relacjach na żywo. Tym razem CNN zaprezentowało (to chyba właściwe słowo) narzędzie od Microsoftu – Photosynth.

Photosynth już jest znany internautom, do dłuższego czasu dostępna jest wersja testowa. To co się zmieniło na plus, od czasu kiedy pierwszy raz się bawiłem, to fakt, że nie jest już potrzebny Internet Explorer żeby się nim pobawić (chociaż konieczną wtyczkę trzeba pobrać).

Do czego służy Photosynth? W wielkim skrócie, pozwala w „magiczny sposób” stworzyć trójwymiarową przestrzeń z dwuwymiarowych zdjęć, które mogą być przesyłane przez różne osoby, z różnych źródeł (komórka, aparat). Po takiej przestrzeni możemy się poruszać, oglądać obiekt z różnych perspektyw, ujęć itp.

To co zrobiło na mnie wrażenie, to fakt, że już po kilkudziesięciu minutach zdjęcia przesyłane przez uczestników uroczystości zostały przerobione przez oprogramowanie i trójwymiarowa przestrzeń była gotowa. Wyglądało to tak:

A tutaj można obejrzeć Photosynth w akcji na stronach CNN.

Działa, fajny bajer… tylko jakoś zupełnie mi nie pasuje do telewizji… dlatego uważam, że Microsoft musiał nieźle zapłacić za możliwość prezentacji Photosyntha w takim czasie i w takiej stacji. Trochę śmiesznie to wygląda kiedy redaktor ogląda na antenie nieruchome zdjęcia, a w tle leci praktycznie to samo. Zbliżenia i ujęcia znamienitych gości można przecież wyciągnąć z materiału video. Ponadto traci też widz na jakości obrazu, ponieważ realizator obrazu, aby pokazać jak fajnie „smyra” się paluszkami po ekranie nie może wrzucić sygnału z Photosythna tylko kręcić kamerą ekran lcd – a to już w erze obrazów HD wygląda gorzej.

Jedyna fajna rzecz, to taka, że ta wirtualna przestrzeń z obrazów została stworzona przez ludzi uczestniczących w wydarzeniu (chociaż i tak ujęcia z bliska mieli tylko akredytowani fotografowie).

Tego typu narzędzie na pewno przyda się w innych sytuacjach, ale nie w telewizji na żywo, na razie to fajny gadżet i tylko należy chwalić Microsoft za marketingowe wyczucie.

Oprócz prezentacji Photosynth, CNN zamówił jeszcze satelitarne zdjęcie (GeoEye) okolic Kapitolu, pokazujące tłum ludzi, który zebrał się wysłuchać przysięgi. Fajnie to wyglądało, oczywiście nie obyło się bez „smyrania” po ekranie :-)

A pozostając jeszcze w oparach Baracka Obamy, to tuż przez zaprzysiężeniem 44. prezydenta USA ruszyła kampania Amnesty International, która „nie oczekuje cudów, prosi tylko o te rzeczy, które może zrobić prezydent” – Obama’s First 100 Days

Tak wygląda spot reklamowy akcji z doklejanym Obamą:

Za informacją prasową:

Wideo pokazuje Obamę przechadzającego się po parku w setnym dniu swojej prezydentury. Wśród jego osiągnięć do tej pory znajduje się m.in. naprawienie światowej gospodarki (w pierwszym dniu), zatrzymanie globalnego ocieplenia (W 20. dniu) czy zaprowadzenie pokoju na świecie (w 93. dniu). Na końcu, wideo pokazuje slogan Amnesty - nie oczekujemy niemożliwego, prosimy o to, co Obama naprawdę może zrobić: ogłosić kalendarz zamykania Guantanamo, zakazać tortur, rozpocząć śledztwo w sprawie łamania praw człowieka w wojnie z terroryzmem.

Sto dni Obamy znajdują się tutaj.

Darmowy internet

sobota, styczeń 31st, 2009

Grunt to dobrze wstrzelić się w kontekst i wyczuć moment. Najnowszy spot banku ING nie jest może majstersztykiem, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że:
- pierwszy spot „prezydencki” (kiełbasa przegoniła) zrobił sporo szumu,
- jest emitowany od poniedziałku, a dzisiaj odbywało się zaprzysiężenie Baracka Obamy,
- „zmiana” to oczywiście nawiązanie do amerykańskich „change”, brakuje jeszcze, „Yes, we can” :-)
to wpasowuje się całkiem nieźle :-)

Aha, i tym razem ING znowu się „szarpnął” bo w niektórych blokach reklamowych (tych „prajmtajmowych” też) leci najdłuższa, 60 sekundowa wersja – właśnie ta:

Szkoda tylko że reklama mówi o darmowym internecie a reklamuje darmowe konto intrnetowe… ale dałem się nabrać, obejrzałem z przyjemnością i zastanawiałem się o czym ten Kondrat gada? Bo oczywiście lubię puszczanie „oczka” w reklamie, ale coś tutaj jest przekombinowane…
I jak ING walczy o darmowy internet?

Pożar kontrolowany

sobota, styczeń 31st, 2009

Iskra pojawiła się w najgorszym momencie, tuż przed świętami, czyli akurat w szale świątecznych zakupów. Postanowiłem trochę odczekać, i poobserwować rozwój wydarzeń, zanim napiszę o tym na blogu.

Internet w tego typu przypadkach to medium, które trudno kontrolować, jednocześnie jest bezwzględnie pamiętliwy.

O czym piszę? O dwóch (prawie) identycznych przypadkach, które spotkały dwie duże marki z polskimi tradycjami – najpierw firma Wawel potem Wedel (Cadbury Wedel).

Pierwszy był Wawel
Wawel miał pecha ponad rok temu, w listopadzie 2007 roku wybuchła afera (podkręcana przez media, m.in. Fakty TVN), że w cukierkach „Kasztanki” firmy Wawel znaleziono robaki. Marka Wawel pojawiała się wtedy w mediach z piosenką „Kasztanki, Tiki Taki i Malaga” jednak przypadek z robakami spowodował „zmianę” sloganu na „Kasztanki, Tiki Taki i robaki” (nucili internauci). Wpadka z jakością produktów może przydarzyć się każdemu producentowi, ważne są tutaj podjęte działania.

Dopiero gdy media zaczęły o tym informować na dużą skale pojawiło się oświadczenie firmy w tej sprawie (sam gdy tylko usłyszałem o sprawie, moim pierwszym działaniem było wejście na stronę firmy, jednak w pierwszych dniach Wawel nie zauważał sprawy). Popełniłem w tej sprawie notkę na blogu, obserwowałem też dyskusję w innych miejscach. To też ciekawa sprawa, bo oprócz potwierdzeń o robakach odzywali się również obrońcy i wielbiciele produktów marki Wawel. Wiadomo, marka z tradycjami w takich przypadkach to naturalne i wcale nie musi być sztucznie inspirowane..

Pojawienie się tak późno oświadczenia firmy spowodowało jednak masę dyskusji w internecie. Internet niestety pamięta i do tej pory na hasło „kasztanki robaki” pierwsze miejsca w Google boleśnie przypominają firmie aferę. Co gorsze, link do wpisu na moim blogu opisującego przypadek z robakami pojawia się również po wpisaniu hasła „wawel kasztanki” – czyli internauta nic nie wie o „robakach” i trafia na mojego bloga z opisem afery.

Jesienią 2008 ruszyła kolejna kampania firmy Wawel i obserwowałem ruch w statystykach swojego bloga – niestety, internauci (potencjalni klienci? hurtownicy?) wchodzili na mojego bloga dokładnie z tego hasła, niełatwo przewidzieć jaka była potem ich decyzja o zakupie produktu.

Wedel był drugi
Przypadek firmy Wedel miał podobny początek, ale zupełnie inne rozwiązanie problemu. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia pojawiła się informacja o kawałkach szkła znalezionych w Ptasim Mleczku. Tragedia dla firmy w tym okresie i cios dla sztandarowego, kultowego produktu. Wedel jednak wyprzedził relację mediów i tuż po pierwszych sygnałach od klientów i wydał specjalne oświadczenie, informacje o wycofaniu całej partii produktów, uruchomił specjalną infolinię i przeprosił za całą sprawę.

Co to spowodowało? Że większość informacji które pojawiały się potem w mediach opierały się dokładnie na wydanym oświadczeniu (a nie na relacjach oburzonych klientów) – były więc dokładnie kontrolowanie (o tyle o ile można informacje kontrolować), informacja była wyczerpująca, dziennikarze nie byli w stanie dolać więcej oliwy do ognia. Wyglądało na to, że firma sama rozsyłała te informacje do mediów.

Przypominało to trochę sposób walki z pożarami lasu – wznieca się kontrolowany pożar, aby zapobiec rozprzestrzenieniu się głównego ognia. Praktycznie każda informacja o szkle w Ptasim Mleczku zawierała odniesienie do oświadczenia i rozpoczynała się podobnie: „Jak poinformował producent ptasiego mleczka firma Cadbury Wedel…”… a tego typu informacje są zawsze okropnie nudne… i nie rozprzestrzeniają pożaru. Idealny wręcz sposób na poradzenie sobie w sytuacji kryzysowej.

Efekty z google na hasło „ptasie mleczko” - same „bezpieczne” wyniki:

Dwie firmy, dwa podobne produkty i dwa podobne przypadki. Za jakiś czas zobaczymy jak bardzo w tym przypadku pamiętliwy jest internet. W przeciwieństwie do hasła „wawel kasztanki”, wyszukiwarka Google na zwrot „wedel ptasie mleczko” wyświetla same „bezpieczne” wyniki. Pożar wydaje się być opanowany.

Outdoor z tajemnicą (teaserki)

sobota, styczeń 31st, 2009

Dawno nie było na moim blogu billboardowych teaserków. Nie wiem czy to pora taka, czy po prostu przesyt… bo faktycznie te ostatnio spotykane były po prostu nieciekawe. Zero emocji, zero oczekiwania, tajemnica nadmuchana – nuda panie, nuda. Od kilku dni na ulicach Warszawy możemy zobaczyć takie oto maszkarony.

Chociaż na pierwszy rzut oka wyglądają na osobne kreacje, to poziom brzydoty oraz występujący kolor czerwony i pomarańczowy pozwala sądzić, że będą reklamować jedną firmę. Wiszą już dobry tydzień, więc jest wielce prawdopodobne że od poniedziałku pojawi się na nich wyjaśnienie.

A skoro jesteśmy w temacie tajemniczych billboardów, to ustrzeliłem dziś mój ulubiony gatunek tablic – billboard osobiście personalizowany :-) służący do małych kampanii w skali całej gospodarki, ale do wielkich spraw w przypadku tych dwojga.

Chociaż to też zależy od sytuacji. O ile autor billboardu jest pożądany (słowo w obydwu znaczeniach) a adresatce takie wyznanie, „siary” w robocie nie zrobi (billboard jest usytuowany akurat naprzeciw jednego z biurowców) to wszystko w porządku. Kłopoty mogą się zacząć, kiedy adorator jest natrętem albo ma zero szans u dziewczyny. Reakcja biurowych „psiapsiółek” pewnie też jest istotna. A takie publiczne wyznania, mogą skończyć się różnie…

Złap mnie

sobota, styczeń 31st, 2009

A to z cyklu „virale z YouTube”, znalezione dzięki Markowi z Em-jak-media. Młoda gwiazdka z USA – Taylor Momsen (przejrzałem jej listę filmów, chyba nie miałem szczęścia poznać) ucieka przed paparazzi. Właściwie typowa scena z życia gwiazd (no może poza „prawie parkourem”), gdyby nie dwa ujęcia na bluzkę oraz buty…

Chociaż nie wiem do czego ten viral miał mnie przekonać, do tego, że aby zrobić 3 skoki trzeba zatrudniać dublerkę, czy przypomnieć o firmie NIKE? Przy okazji przypomniały mi się od razu o wiele lepsze filmy wirusowe i to niekoniecznie od Nike.


kolektory, Nauka jazdy Wrocław, łazienki gdańsk, Custom Publishing, ogrzewanie Gdańsk, Cukiernia Warszawa, pranie wykładzin,